Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   92
                                     

Patryk "Yisrael" Stanik


Do polskich kin wszedł film zupełnie niezwykły, bo mało znany jak na tego typu produkcję. Autorzy filmu nie atakują nas miliardami dolarow, jakie musieli (biedacy!) wydać, nie mówią o tym, że przy filmie zginęło miliony niewolników. No, może troszkę przesadzam, ale ci w Hollywood, megalomani, powinni "wyciągnąć korek", jakby to powidział Belbo z książki Umberta Eco.



Film jest fikcją naukową, opowiada historię dziejącą się w (niedalekiej już) przyszłości. Świat się rozwija, postęp technologiczny zyskał niesamowity rozpęd, samochody prowadza się same, światła włączają głosem, a wieża stereofoniczna na pilot budzi głęboką konsternację. To świat, którym rządzą niemalże korporacje. Jedna z tych wielkich, potężnych, miedzynarodowych korporacji dorobiła się na pomyśle prostym, ale jakże trudnym do zrealizowania.

AMERYKAŃSKI BOREWICZ


Jak wiadomo, na tym pięknym świecie potęgi budowane były dzięki niewolnictwu, żeby nie wspominać Cesarstwa Rzymskiego, pańszczyzny czy bliżej - Stanów Zjednoczonych. Niestety jakieś empatyczne komuchy (jakby to powiedział zgniły liberał) zakazały handlować ludźmi, co więcej, doprowadzili do równości niewolników i ich panów. Taki skandal trwał przez lata (u nas w czasie teraźniejszym), jednak korporacja wpadła na przyjemny pomysł ominięcia zakazu niewolnictwa. Stworzyli oni bowiem androidy, roboty wygladające jak ludzie, które na każde pstryknięcie palcem gotowe są wskoczyć w ogień. No i ludziom żyje się łacno, a rajsko, zaś roboty problemów nie sprawiają. Tutaj do gry wchodzi nasz wspaniały wybawca - policjant. Człowiek ten został kiedyś uratowany przez chodzącą maszynkę do konserw i przez to, jak można logicznie wywnioskowaą, przestał ufać stalowym ludziom.Nie ufa im do tego stopnia, że lubi tu i ówdzie zbłaźnić się na ulicy a następnie na komisariacie.
Akcja filmu rozpoczyna się wezwaniem naszego zbawiciela (nie mylić z Jezusem) do sprawy samobójstwa. Zabił się człowiek znany Willowi (Will Smith gra główną rolę, tę niepokalanego detektywa), a wezwanie z podręcznego hologramu samobójcy samo poprosiło, ażeby przyjaciel maczał palce w odkryciu jego zagadkowej śmierci. Will już na wstępie odkrywa fundamentalna prawde o tym, że człowiek szyby pancernej nie przebije, a że zabity nie był polskim posłem, to tym bardziej staje się to nieprawdopobne.Zaczyna więc węszyć, jak to mówia ludzie ulicy (hehe) przez co natrafia na robota - jednak jest to bardzo dziwny robot. Różni się od pozostałych tym, że nie tylko potrafi odróżnić słońce od dupy, ale także zainspirować się tymże słoneczkiem (miejmy nadzieję, że słoneczkiem). Sztuczna inteligecja wywołuje przerażenie naszego dzielnego detektywa, ale i zdziwienie pięknej pani inżynier, pracownicy korporacji, która oczywiście pomaga agentowi Willowi. Nowy robot, który każe na siebie wołać Sonny, jest najnowszym modelem, który zostanie wprowadzony na dniach do domów całego świata. Stare roboty pójda precz, a nowe uprzyjemnią życie (i uczynią bezpieczniejszym) istot ludzkich, które nie wiadomo jakim cudem jeszcze się nie unicestwiły same. Przed robotami zaś bronić nas mają trzy prawa, niczym mantra powtarzane w tym filmie - że robot musi wykonywać polecenia człowieka, nie zrobić mu ziaziu i nie robić ziaziu swoim blaszanym kolegom.

ROBOT? COŚ WIĘCEJ?


Na szęście wszystko bierze w łeb, bo zaczynało się robić nudno. Niezwykły robot okazuje się mieć sny, a reszta jego pobratymców - chyba ciężkiego kaca, bo zaczynają strzelać do mięsożernych panów. Czy Will, piękna pani doktor i szlachetny robot odkryją spisek? Na to wstrząsające pytanie znajdziecie odpowiedź w samym filmie, ale hollywoodzka degrengolada i happyednomania raczej nie pozostawi Wam złudzeń. A końcu wszyscy wiemy, że to wina Microsoftu.
Film jest nakręcony dobrze, efekty stoją na najwyższym poziomie, a i pomysł po koślawym AI lepiej eksploatuje temat. Jest to porządny s-f akcji, gdzie się i uśmiejemy, i przestraszymy i czasem może nawet skłonimy do refleksji na temat moralności XXI wieku. Najbardziej z całej produkcji podoba mi się fantastyczny tytuł, który opowiada historię filmu. Jest pomyślany niezwykle głęboko i wielopoziomowo - Ja, robot. Coś wspaniałęego, że Miodek i Bralczyk umykają na bok. Cieszy mnie rownież to, o czym pisałem we wstępie - nie jest to film reklamowany beznadziejnie długo i wszędzie, nie podnosi poprzeczki nie wiadomo jak wysoko,by samemu jej później nie przeskoczyć.

JAK AKTORZY HOLLYWOODU - WSZYSCY TACY SAMI


Solidna produkcja, warta oglądnięcia, ciekawa i kapkę głębsza niż pomioty w stulu ostatnich Matrixów. Co przypomina mi jedną rzecz - pamiętacie, Matrix z numerem jeden też nie był tak reklamowany jak jego jajeczni bracia syjamscy. Zaczyna mi sie zdawać, że brak reklamy jest w dzisiejszych czasach najlepszą recenzją dla filmu. Vide Equilibrium, bardzo orwellowsko-huxleyowsko-zamiatinowskie. Trzymać tak dalej! I mały apel - nie dajcie sobie sprzedawać gówna.

PIĘKNA KOBIETA MUSI BYĆ...




 Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   92