Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   89
                               

Paweł "Gonzo" Kazimierczak


Spiderman oplatając kina pajęczyną w 2000 roku, ustanowił kilka kasowych rekordów. Puste fotele w Stanach Zjednoczonych przez wiele dni były rzadkością. Przyznaję się bez bicia, że film obejrzałem dopiero niecałe pół roku temu. Kiedy przebrzmiały już emocje na jego temat i przetoczyła się cała machina komercji, można chłodno stwierdzić, że była to jedna z najlepszych ekranizacji komiksów w historii. Przed nami sequel.



Macie dostęp do sieci, więc być może obiło się wam o uszy, że Spiderman 2 pobił kilka rekordów poprzednika, dodając coś od siebie. Ależ ci Amerykanie są podatni na reklamę... U nas film miał premierę oczywiście z olbrzymim poślizgiem, tak aby nawet modemowcy ściągnęli sobie z sieci wersję piracką. Tak na marginesie, to łudziłem się, że nasze wejście do UE zmieni postrzeganie Polski jako kraju spoza kręgu europejskiego i daty premier filmów i gier wreszcie nie będą odstawać od zachodnich. Troszkę się pomyliłem.

Wygrałam?


PAJĘCZY ODWŁOK
Zarówno aktorzy, jak i reżyser współpracowali także przy poprzedniej części. Sam Raimi jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Po raz kolejny stworzył bardzo dobrą ekranizację komiksu, bez zbytecznego przepychu efektów specjalnych, z niezłą historią. O ile w pierwszej części mieliśmy klarowny podział na złych (Goblin) i dobrych (Spidey), to tutaj nie ma już tak łatwo, choć o jakiejś finezji nie może być mowy. Parker (Tobey Maguire) uświadamia sobie, że przez bycie Człowiekiem-Pająkiem zaniedbuje wiele spraw i coraz mniej ma od życia. W końcu sfrustrowany porzuca dobroczynną fuchę. Nie na długo, bo wkrótce z powodu niewłaściwego przebiegu pewnego eksperymentu, zmuszony jest obronić miasto, Mary Jane (Kirsten Dunst) i swoją ciotkę przed Dr Octopusem (Alfred Molina), który panosząc się na ulicach stanowi śmiertelne zagrożenie. Od razu nachodzi człowieka pytanie, czemu w tej części nie ma Venoma, ale niestety nikt nie zna na nie odpowiedz

Mi jeszcze ani razu się ten trik z siecią nie udał, a wszystko robię właściwie. Ech.


Być może w jednej z 7 (!) zapowiedzianych części Spidermana ujrzymy tą postać. Na razie trzeba się zadowolić Octopusem, który też jest niezły. Przez dużą część filmu łudziłem się, że Raimi naprawdę postarał się zrobić niekonwencjonalne zakończenie. Szkoda, że wyszło inaczej, bo to drażni. Kolejna superprodukcja kończy się w przewidywalny dla trzynastoletniego Zulusa sposób.
Nie zmienia to kompletnie faktu, że przez prawie cały film oglądamy go z przyjemnością. Obraz jest lepiej zrealizowany niż część pierwsza, przeloty Spidera nad miastem nie są częste, a dzięki temu można się nimi pozachwycać, bo widoki są przepiękne. Najazdy kamery, zbliżenia... - to wszystko zrealizowano po mistrzowsku. Film jest troszkę naiwny, ale przecież tak miało być. Od aktorów zbyt wiele wymagać nie można, bo nie mają szans, żeby się wykazać. W takich filmach sceny są banalne i nawet zwycięzca Debiutu (nachalnie powtarzanego w wakacje przez jedną telewizję) by sobie poradził.

To właściwy film, bo ten gość nie przypomina Pete`a?


NIEZDROWO WSTRZYMYWAĆ GAZY
Spiderman 2 ma wszystko, czego normalny widz oczekuje od ekranizacji komiksu. Zachowano wierność oryginałowi (oczywiście w pewnych granicach), utrzymano klimat pierwowzoru i stworzono film, który dla dzieci poniżej sześciu lat stanie się obrazem kultowym, natomiast reszta wiary (pozdro, Markinson) wyjdzie z kina tylko albo aż zadowolona. Aktorów nie zmieniono, ujrzymy tutaj wszystkich grających w Pająku 1, nawet Willema Defoe, który wcielił się w Goblina. Powiem więcej, w dwójce spotkamy nawet samego Goblina. Nic więcej nie napiszę, ale uczciwie powiem, że to tylko krótki epizod w filmie. Efekty specjalne nie przytłaczają widza, raczej powodują zwykłą, ludzką radość z tego, co aktualnie dzieje się na ekranie.

Nareszcie! Mój największy eksperyment ukończony!


Bardzo przypadł mi do gustu fragment, w których Spiderman przyczepiony siecią do samochodu, jedzie po ulicy wykonują niezłe sztuczki. Kapitalne! Postacie w drugiej części mają ciut głębsze wnętrze, nie brakuje tutaj rozterek. Dzięki temu można się z nimi zżyć, bo są bardzo do nas podobni. Jak dla mnie omawiany obraz ma tylko jedną, ale poważną wadę. Beznadziejne, nudne, sflaczałe i szczęśliwe zakończenie. Przez to wiele stracił w moich oczach, ale mam nadzieję, że w następnych częściach będzie coraz lepiej. W końcu jakiś tam progres widać.


 Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   89