Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   69


Adrian "Pellaeon" Szumowski


Co dzień ludzie tworzą nowe idee, wynalazki, dzieła sztuki i co tam jeszcze mogą. Czasem są to przełomy w danej dziedzinie, częściej jednak to tylko udoskonalenia już istniejących, które zdążyły odcisnąć piętno na ludzkości. Szczególnie dobrze widoczne jest to w fantastyce, która ostatnimi czasu przeżywa rozkwit, co tyczy się zwłaszcza kilku sztandarowych cyklów: Star Trek, Star Gate i Star Wars.



Star Trek
Cały cykl o Gwiezdnych Wojażach początek swój wziął od serialu, nic dziwnego zatem, że właśnie seriale stanowią jego najważniejszą część. A ostatnio dzieje się wśród nich niezbyt dobrze. Ostatnia odcinkowa produkcja nie wzbudza już takiego entuzjazmu jak poprzednicy, ani wśród szerokich mas publiczności, ani wśród krytyków. Świadczy o tym między innymi fakt samego rozważania przez producenta możliwości zdjęcia serialu z ramówki, a także coraz bardziej rozpaczliwe próby ratowania go przez ekipę. Pojawiły się nawet plotki, że prowadzone są poszukiwania producenta, który w razie rezygnacji obecnego byłby gotów wyłożyć pieniądze. Nawet to jest obecnie coraz trudniejsze, jako, że nie zgarnia on zbyt wielu nagród, np. w tym roku został nominowany w trzech kategoriach do nagród Emmy i to tylko technicznych (charakteryzacja, muzyka i efekty specjalne). To o jedną nominację mniej niż w zeszłym roku.

J. M. Straczynski, szansa czy śmierć Star Treka?


Ale mimo tych czarnych chmur zapowiedziano już nakręcenie czwartego sezonu „Star Trek: Enterprise”. W zapowiedziach wygląda to dość ciekawie. Pojawiły się plotki, ze będziemy mogli obejrzeć między innymi wulkańską wojnę domową (prorok uważający się za Suraka poinformuje resztę społeczeństwa, że misinterpretuje jego nauki, co skończy tym, czym zwykle kończą się gruntowne reformy ideologii). Wnioskując ze słów Spocka, że w swoim czasie Wulkanie byli bardziej agresywni niż ludzie, chyba będzie na co popatrzeć. W międzyczasie T’Pol wyjdzie za mąż, po kosmosie szaleć będzie 20 genetycznie zmodyfikowanych ludzi z czasów Eugeniki, a „dr Frankenstein”, który rozmroził ich będzie pomagał je powstrzymać, aby nie zdenerwowali Klingonów. Pojawi się bliźniak Enterprise – Columbia (ciekawe czy skończy tak jak imiennik?) pod dowództwem kpt. Eriki Hernandez, nawiasem mówiąc koleżanki Archera z Akademii. Być może pojawi się także Brent Spiner, jako archetyp kpt. Kirka. Choć ostatnio pojawiły się plotki, że to tylko wytwórnia sprawdza jak na takie propozycje zareagują fani. Ale przedtem nasi bohaterowie będą musieli poradzić sobie z Temporalną Wojną Domową, która powiedzie naszą bohaterską załogę prosto w łapy nazistów, gdzie wylądowała w finale trzeciego sezonu. Rozczarowujące może być rozwiązanie tego wątku w pilocie, ale podobno Nieznajomy z przyszłości nie zostanie zdemaskowany i będzie mógł bruździć przez cały sezon. A może dwa.

Kapitan Archer w rękach nazistów


Pojawiły się też projekty nowego serialu o Wędrowaniu. Przy czym pomysł jest o tyle ciekawy, że twórcą będzie J. M. Straczynski, ten sam, co od Babylonu 5. Proponowano mu pracę przy czwartym sezonie Enterprise, ale odmówił i posadę tę dostał Manny Coto. Na razie wiadomo tylko tyle, że ma on kilka pomysłów jak przywrócić Star Trekowi dawną świetność. Mam nadzieję, że nie zamierza on kręcić drugiego Babylonu. Zobaczymy co z tego wyjdzie w bliżej nieokreślonej przyszłości.



Poza tym, producenci niezrażeni niezbyt dobrymi osiągami najnowszego filmowego Star Treka ogłosili, że zabierają się do kręcenia kolejnej, jedenastej już produkcji. Żaby w stawie kumkają, że planowane jest nakręcenie aż trzech filmów o młodości kapitana Kirka, ale producent mocnym głosem zapowiada, że projekt ten ma małe szanse na realizację. Na razie prawdopodobne jest umieszczenie fabuły gdzieś pomiędzy Enterprise a Następnym Pokoleniem. Horyzont ten zawęża się trochę bardziej, gdy dodamy do tego pogłoski o Romulanach, którzy najprawdopodobniej zaczną występować w Enterprise coraz częściej. Istnieje też możliwość, ze ukazane zostaną federalno-romulańskie wojny, acz nie jest to pewne. Na razie pozostaje nam jedynie oczekiwanie dalszych informacji. Pomimo tych zawirowań Star Trek zajmuje poczesne miejsce wśród fanów fantastyki i w ogóle wszystkich seriali (ma się rozumieć amerykańskich) w opublikowanym przez TV Guide rankingu. Wyprzedził takie produkcje jak Farscape (u nas Ucieczka w Kosmos), Archiwum X, Simpsonów, czy Xenę: Wojowniczą Księżniczkę. Niestety jest też nutka goryczy w tej informacji, otóż fani wskazywali tu konkretnie Oryginalną Serię. jak widać, wysiłki producentów nie trafiły do przekonania widzów.

SG: Atlantis – nowa ekipa


Star Gate
W przeciwieństwie do dosyć trudnej sytuacji Star Treka, nowszy serial o podróżowaniu w kosmosie – Star Gate, ma się dosyć dobrze. Nie jest wprawdzie tak rozpoznawany, ale już zdobył sobie stałą publiczność, która ugruntowała jego pozycję w ramówce. Pozwoliło to nie tylko na kontynuowaniu wątku przygód grupy SG-1, lecz także na rozszerzenie asortymentu na kolejny cykl o Wrotach. Nosi on nazwę Star Gate: Atlantis, a opisuje poszukiwania… Atlantydy. A raczej jej odnalezienie. Tylko, co z tym fantem teraz zrobić, skoro leży ona tak daleko, że wymagane jest podanie ósmego symbolu i dodatkowej porcji energii, co skutecznie eliminuje wybranie po raz drugi tej kombinacji z Ziemi, a co dopiero z drugiej stronie wrót. Ale wróćmy do początku.

Z każdym sezonem SG, ilość efektów specjalnych rośnie, wraz z liczebnością statków kosmicznych tak Goa’uldów…


Serial przez cały okres trwania bardzo się rozrósł. Z małej zapyziałej planetki, Ziemia staje się wielkim galaktycznym ośrodkiem cywilizacji. Co nie wpływa na stosunek do niej Goa’uldów, czy innego galaktycznego tałatajstwa jak Replikatory. Słowem, nic nowego. Przy czym szeregi Władców Galaktyki mocno się przerzedziły: odeszli w niesławie Apofis, Sokar, Heru – ur, ich miejsce zajęli jednak potężniejsi lordowie, jak Anubis, który jest tak stary, że powoli osiąga formę Prastarych. O nich też będzie mowa, ale później. Nasi bohaterowie również się pozmieniali. MacGyver dostał generalskie szlify, a Daniel Jackson stał się, przynajmniej częściowo, Pradawnym. Ziemia, oprócz drużyn SG dysponuje wciąż rosnącą flotą statków kosmicznych, ale niestety wciąż potrzebuje sojuszników. W tym celu postanawiają odnaleźć Zaginione Miasto – Atlantydę. I tutaj powracamy do tematu Pradawnych. Otóż byli oni pierwszymi mieszkańcami Ziemi, którzy uciekając przed epidemią zabrali swoje manatki i jakieś 5 do 10 milionów lat temu opuścili nasz świat, aby osiąść gdzieś w galaktyce Pegaza. I, jak to mieli w zwyczaju, rozpoczęli kolonizację tego skrawka kosmosu. Na ich nieszczęście natknęli się na Wraithów (można tutaj napisać, że jest to specyficzna i bardzo zaawansowana forma życia, ale po co, skoro jest to kosmiczna wersja wampirów?), którzy w ludziach upatrzyli sobie całkiem pożywne żarcie. Pradawnych bardzo zaskoczyło, że dorównują oni im mocą. A potem przyszła smutna refleksja, ze jednak ich przewyższają. Jak zwykle była wojna, jak zwykle przegrana i wszystkie światy wpadły w łapy widm, oprócz Atlantydy – ona była nie do ruszenia. Potem smętne resztki Pradawnych ewakuowały się na Ziemię, gdzie zmieszały się z ludźmi przekazując części populacji gen pozwalający na korzystanie z ichniej technologii. A ich pogromcy spokojnie zapadają w letarg, co jakiś czas żerując na skolonizowanych, ludzkich światach. Tego oczywiście nasi bohaterowie nie wiedzą. W każdym razie zanim nie jest za późno. Widma dowiadują się o Ziemi, a jest to dla nich przemiła niespodzianka, jako że obecne populacje ludzkie w galaktyce Pegaza są znacznie przetrzebione. Powoduje to wybudzenie z letargu reszty populacji i przygotowania do wyprawy. Do pełni szczęścia brakuje im tylko adresu Ziemi, ale to da się załatwić. Co ciekawe przed klęską Pradawni zmontowali w tej Galaktyce sieć wrót, przy czym niektóre, jak te nad światem, gdzie przebywają Wraith, znajdują się na orbicie.
Co ciekawe klamerki teraz świecą się na niebiesko (nie ma to jak postęp). Na razie kręcony jest jeden sezon Atlantydy i, co ciekawe, nie planowana jest fuzja tych cykli, ale w przypadku odrzucenia go przez fanów, zawsze można się tym poratować.

… jak i Ziemian


Przejdźmy jednak do obsady. Nie zobaczymy bowiem zbyt wielu starych bohaterów, a jeśli nawet to jedynie epizodycznie. Co ciekawe, kwartetowi najważniejszych postaci przewodzić będzie… cywil – dr Elizabeth Weir (Torri Higginson). W swoim czasie zastępowała gen. Hammonda, naukowiec i zdeklarowana pacyfistka, zamiast walczyć z rządem postanowiła się do niego przyłączyć. I tak wylądowała na Atlantydzie. Zna 5 języków i zanim wdepnęła w Program SG pracowała jako rządowy negocjator. Kolejnym bohaterem, tym razem wojskowym jest major John Sheppard (Joe Flanningan) zbuntowany pilot, za niesubordynację zesłany na Antarktydę, gdzie przez przypadek okazuje się, że posiada silny gen Pradawnych. W Atlantydzie ma zastąpić R. D. Andersona. Przy czym nie jest tak głupi, na jakiego pozuje. Porucznik Aiden Ford (Rainbow Sun Francs) to typowy wojak, najlepiej się czuje na polu bitwy, gdzie nawet sili się na poczucie humoru. Początkowo jest nieodłącznym cieniem płk Sumnera, ale po jego zejściu przylepia się do następnego najstarszego oficera – mjr Shepparda. Kolejnym bohaterem jest dr Rodney McKay (David Hewlett). Jest to typowy jajogłowy, w dodatku znany z SG-1, gdzie występował gościnnie w kilku odcinkach wymagających wielkiej wiedzy naukowej: wtedy, gdy Teal’c utknął miedzy wrotami, lub gdy Anubis psuł ziemskie wrota. Co ciekawe, jako naczelny jajogłowy atlantydzkiej ekspedycji nie posiada genu umożliwiającego korzystanie z artefaktów Starożytnych. Ostatnim czołowym bohaterem wyprawy, jest, tradycyjnie już zresztą, nie Ziemianin – Teyla Emmagan (Rachel Luttrell). Pochodzi ze świata dawniej w posiadaniu Pradawnych, obecnie będącego żerowiskiem Wraith. Miejscowych ewakuowano po ich pierwszym ataku, oczywiście na Atlantydę. Pomyślane jest, że pomiędzy nią a majorem pojawić się mają dość silne emocje. Na razie w planach jest nakręcenie 20 odcinków. Przy czym równolegle tworzony ma być oryginalny serial: StarGate: SG – 1. Będzie to już 8 sezon. Serial, co prawda nie jest uznawany za kultowy, jak Star Trek, ale jest na dobrej drodze.

Tion Megon, przywódca planety Utauapu, który podaruje Obiemu jaszczurkę która wyniucha Grievousa


Star Wars
Jak powszechnie wiadomo, cykl Gwiezdne Wojny baaaaardzo nie lubi się z telewizją, preferując bardziej produkcje kinowe i papier. Co prawda, nie stronią od tych przekazów również dwa wyżej wymienione cykle, to jednak spełniają one funkcje czysto pomocnicze… tak jak telewizja względem Wojenek. Sercem całego cyklu są dwie trylogie, z których jedna jest właśnie na ukończeniu. Dlatego najwłaściwszym wydaje się rozpoczęcie od wieści z planu epizodu trzeciego.

A to z kolei generał Grievous. Podobno przed śmiercią ma wyjaśnić tajemnicę mistrza Sifo – Dyasa


Pewnym jest już tytuł filmu, a będzie nim „Zemsta Sithów”. To zakończyło spekulacje. W filmie potoczą się głowy i to ostro. Będzie strasznie dużo pojedynków i scen batalistycznych: walka w przestworzach Coruscant, potem walka o świątynię Jedi, bitwa o Kashyyyk, bitwa o Utapau, pojedynek Obiego z Grievousem (który zginie zastrzelony przez mistrza Jedi z blastera), Obiego z Anakinem, Anakina z Obim, Anakina z Mace’m, Mace’a z Palpatinem, a tegoż ostatniego z Yodą. Dodatkowo widzieć będziemy wiele scenek z innych frontów. Planuje się też zamieszczenie pod koniec produkcji scenek z mordowania Jedi z Vaderem i klonami w rolach głównych. Szturmowcy mają się upodobnić do tych miernot z trylogii klasycznej, co strzelają lepiej niż Tuskeni, ale gorzej niż ktokolwiek inny, a Jedi latać skrzyżowaniem A-winga z TIE – fighterem (TIE – Jedi – fighter lub jakaś inna konfiguracja tych słów). Wystąpić ma także postać znana z Expanded Universe i będzie to Aayla Secura, twi’lekkańska Jedi, która kilka razy się pojawi, a może nawet coś powie.

A oto Anakin – no comments!


W walce na Kashyyyku wziąć mają udział Trandoszanie, którzy mają na pieńku z Wookie’mi, jak Kargul z Pawlakiem. Po buncie klonów (a będzie to ostatnia rzecz w ich krótkim życiu) ostatecznie wyjaśni się przepowiednia, że wprawdzie Anakin jest Wybrańcem (jak Neo?), ale przywrócenie równowagi ma się odbyć przez zabójstwo jego mistrza – Sitha, po czym ma sam umrzeć. Odkryje to Yoda w świątyni na Kashyyyku. Oczywiście świątyni Sithów. Czy plotki te znajdą potwierdzenie? Przekonamy się już 19 maja 2005. Planowana polska premiera pokrywa się z amerykańską, ale to już staje się niemal rutyną.

Pamiątkowe zdjęcie po charakteryzacji


Niedługo wyjść ma specjalna edycja DVD z klasyczną trylogią. Wydawcy nie mogli tego przepuścić i postanowili nieco zmodyfikować te filmy, i tak: poprawiono niektóre efekty specjalne, wzbogacono ujęcia batalistyczne, wygładzono obcych. Zgoda, czemu nie, ale jeszcze dodatkowo Ian McDiarmid nagrywa scenę z rozwiązaniem Senatu, Temuer Morrison podkłada głosy szturmowców, będziemy mogli usłyszeć „Marsz imperialny” w „Nowej Nadziei”, a oprócz tego… Greedo strzela pierwszy!. Poza tym przerobiono dialog Vadera z Imperatorem w „Imperium kontratakuje” jednocześnie wycinając część szkolenia Luke’a i wzbogacając scenę z Wampą i w Mieście Chmurach i oczywiście jako Imperator wystąpi McDiarmid. Zmiany nie ominęły też „Powrotu Jedi”. Poprawiono praktycznie każdy kadr, wymieniono głównie postać Vadera (ma przypominać Haydena Christina), dodano kilka scen radujących się planet, np.: Naboo) wklejono świątynię Jedi na Coruscant i Watto na Tatooine. Nie będzie za to ducha Padme wśród Jedi, złośliwi mówią, że za to pokaże się Jar Jar Binks. Nic dziwnego zatem, że Lucas stanowczo protestuje przeciwko tym zmianom. Pojawiły się pogłoski o trzecim sezonie Wojen Klonów, na razie jednak nic o nim nie wiadomo.



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   69