Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   40
                           

Krzysztof "Voo" Wszołek

PRODUCENT: Sega-AM2    DYSTRYBUTOR: -   GATUNEK: strzelanka   WWW: -


Fascynowała mnie od dawna a informacje o tym, że wreszcie stała się dostępna ostatecznie przesądziły o wysupłaniu przeze mnie oszczędności i zakupie na aukcji używanego Dreamcasta. Oczywiście, nie kupiłem tego sprzętu tylko dla tej jednej gry ale i tak ona właśnie jako pierwsza trafiła do napędu mojej nowej (choć starej) konsoli. Zapewne jak każda pierwsza gra na kolejnych konsolach na zawsze pozostanie w moim sercu i już zawsze będę głuchy na wszelkie uwagi o jej wadach i brakach. Zaraz, co ja piszę? Jakich wadach, jakich brakach?



Gracze wyjątkowo długo czekali na PROPELLER ARENA. Gra, zrealizowana przez zespół AM2 kierowany przez Yu Suzukiego, ukazać miała się we ...wrześniu 2001 roku. Niestety właśnie wtedy grupa arabskich terrorystów rozbiła samoloty pasażerskie o wieże World Trade Center. Ponieważ jedna z map w grze bezpośrednio kojarzyła się z tymi wydarzeniami wydanie gry wstrzymano. A później pogłębiły się problemy finansowe SEGI, Dreamcast zakończył swój "oficjalny" żywot i grę skasowano kompletnie. Tym samym stanęła w jednym szeregu z również nigdy nie wydaną DeCekową wersją HALF-LIFE (która później przerodziła się w pecetowy BLUE SHIFT). Na szczęście marzenia graczy czasem się spełniają - kompletna wersja gry wiosną 2004 roku trafiła do sieci. Jest tym samym ostatnim już wielkim hitem Dreamcasta i pozycją obowiązkowa dla wszystkich jego posiadaczy.

(kliknij aby powiększyć)
Pojedynek nad Tower City


PA to gra lotnicza. Ale bardzo specyficzna, możecie zapomnieć o jakichkolwiek elementach symulacji. To arkadowa strzelanina rozgrywająca się w przestworzach. Na dodatek niesamowicie podkręcona przez dynamiczną muzykę, wrzaski pilotów w radiostacji oraz ...komentarze sprawozdawcy. Tak jest, świat PA to dziwne miejsce w którym bój na śmierć i życie toczą kompletnie odjechani bohaterowie w fantazyjnie pomalowanych myśliwcach z drugiej wojny światowej. Ale po kolei... W głównym menu wybieramy pomiędzy Training Area, Quick Battle oraz trybem Championship. Jest także „martwa”, z oczywistych przyczyn, opcja Network. Warto zahaczyć o trening, żeby poznać specyfikę zachowania się maszyn w grze. Jak pisałem wcześniej - zero symulacji i właśnie dlatego trzeba to wypróbować. M.in. po to żeby dowiedzieć się że np. zbyt długi lot w górę powoduje przeciągnięcie i kilkusekundowe bezwładne opadanie maszyny któremu możemy się jedynie bezradnie przyglądać. Trening oferuje trzy tryby zabawy. Propeller Stunt to powietrzne akrobacje za pomocą kręcenia analogiem i odpowiednich kombinacji klawiszy. Propeller Challenge to zadania na czas takie jak np. zestrzelenie wszystkich rakiet zanim te uderzą w ziemię lub bombardowanie mostów. Propeller Agility to z kolei przelot na czas przez obręcze ułożone w coraz bardziej zakręcone trasy. Rozpoczynając trening spodziewałem się nudziarstwa uczącego mnie kolejnych manewrów, tymczasem cały ten tryb jest bardzo widowiskowy, dostarcza mnóstwo dobrej zabawy, wymaga zręczności i zachęca do kolejnego zaliczania prób i poprawiania swoich czasów.

Co mi zrobisz jak mnie zestrzelisz?


Oczywiście nie po to zapycha się swoje łącze ściągając z p2p strzelaninę, żeby potem w niej nie strzelać. Najszybciej możemy to zrobić wchodząc do trybu Quick Battle. Tam wybieramy samolot spośród 8 dostępnych. Są to znane miłośnikom lotnictwa P-51D Mustang, P-38J Lighting, Messerschmit Bf-109E oraz Spitfire Mk Vb, każdy z nich w dwóch wersjach malowania. Samoloty wyglądem kojarzą się z maszynami wykonującymi akrobacje na pokazach lotniczych. Są maksymalnie kolorowe i na pewno nie wyglądają na przeznaczone do zadań bojowych. Różnic w pilotażu nie dostrzegłem, można więc spokojnie wybierać kierując się bardziej dla nas rajcowną kolorystyką. Następnie wybieramy jeden z ośmiu dostępnych terenów walki i rozpoczynamy pojedynek. Za każdy zniszczony samolot dostajemy punkt, jeśli zniszczymy go ogniem z działek, lub dwa punkty jeśli dokonamy tego za pomocą broni bonusowej. Każde zestrzelenie nas samych oznacza utratę jednego punktu. Wygrywa ten kto pierwszy osiągnie 10 punktów, lub kto ma ich najwięcej po upływie określonego czasu. Jak przystało na deathmatchową strzelaninę każda z maszyn ma swój pasek energii.

Mustang górą, Lighting do piachu!


Każdy z samolotów w momencie startu uzbrojony jest jedynie w działka. Dozbrajamy go w czasie walki wyłapując odpowiednie bonusy. Rzecz w tym, że w powietrzu pojawiają się różnokolorowe kontenery. Zielone zawierają "znajdźki" polepszające chwilowo możliwości maszyny, żółte natomiast niespodzianki dla rywali takie jak np. zamrożenie sterowania. Najbardziej godne uwagi są jednak kontenery czerwone w których jest dodatkowe uzbrojenie. Może być to np. bomba wywołująca gigantyczną, rozchodzącą się eksplozję. Może to być duża rakieta śledząca cel, seria małych rakiet albo tzw. "hot potatoes" czyli ładunki wybuchowe najpierw krążące wokół "trafionego" samolotu i dopiero po chwili eksplodujące. Aby wyłapać bonus należy zestrzelić kontener a następnie przelecieć przez symbol jaki pojawi się na jego miejscu. Oczywiście możemy, jak na pilota myśliwca przystało, uporczywie manewrować i niszczyć samoloty ogniem z działek ale to trudne wyzwanie bo przeciwnicy manewrują jak szatany. Poza tym łatwo w takim zapamiętaniu wlecieć komuś prosto w celownik. Jeśli jednak uda się nam na chwilę uczepić czyjegoś ogona to wówczas wyświetla się informacja (czasem trwa to ułamek sekundy) żeby wcisnąć klawisz "x". Jeżeli zdążymy to zrobić, wówczas "lokujemy" się na przeciwniku i po prostu trzymamy spust tak długo aż jego maszyna eksploduje.
Jeżeli zaś to my stajemy się celem polowania to wówczas na ekranie pojawia się ostrzeżenie o tym. Należy wówczas ostro manewrować, co nie zawsze się udaje. Gdy zostajemy zestrzeleni nasz pilot wyskakuje na spadochronie. Czasem spada zrezygnowany, czasem nerwowo gestykuluje i pokrzykuje. Spośród ośmiu aren największe wrażenie robi Tower City, właśnie ta z powodu której wstrzymano wydanie gry. Walczymy na niej wśród drapaczy chmur. Wrażenia są niesamowite gdy lawirujemy pomiędzy wieżami z betonu i nurkujemy nad ulice by wyłapać bonusy. Czasami w zapamiętaniu gonimy przeciwnika i roztrzaskujemy się o budynek, który on ominął. Norma to ciągłe ryzykowanie kraksą i omijanie przeszkód o centymetry. Równie widowiskowa jest arena Old Castle. Tutaj z kolei walczymy wśród wież i mostów tworzących olbrzymi średniowieczny kompleks. Przelot między podporami kamiennego mostu? Nie ma sprawy. Wielkie brama? Wlatujemy! Robimy to wszystko z sercem w gardle ale bez takich szaleńczych manewrów nie ma szans na sukces. Mapy nie są rozległe co skutkuje momentami niezłym tłokiem w powietrzu. Często dochodzi do zderzeń po których na niebie wykwitają dwa spadochrony.

Wyżeeeeeej........


Ostatnim trybem zabawy jest Championship. Tutaj wybieramy już nie tyle samolot co latającego nim bohatera. Postaci są mocno zakręcone - pewny siebie Jankes o ksywie "Eagle Jam", piskliwa laseczka z kitkami "Hex Candy", obleśny grubas "Pizza Fat", stary pierdziel "Gold Knife" i inni. Zaliczamy po kolei wszystkie areny, na każdej z nich walcząc o miejsce w pierwszej trójce. Jeśli będziemy na podium – przechodzimy do następnej areny. Punkty z wszystkich aren są oczywiście sumowane w klasyfikacji ogólnej. Jeśli nie zmieścimy się w pierwszej trójce wówczas musimy powtarzać arenę Możliwości powtórki mamy tylko trzy, gdy wszystkie je wykorzystamy - GAME OVER. Już na poziomie "normal" gra momentami potrafi dać w kość, zwłaszcza gdy z pierwszej trójki wypadamy na sekundy przed końcem pojedynku. Gdy znudzą się nam już samotne wyczyny możemy do konsoli usiąść razem z kumplami. Gra umożliwia rywalizację nawet czterem graczom na podzielonym ekranie. Jak pisałem wcześniej olbrzymiego kopa grze daje muzyka. Przez cały czas w trakcie walki słyszymy kawałki w stylu "Offspring", zresztą na bieżąco zapowiadane przez komentatora. Jeśli sądzicie, że szybkie gitary i szybkie samoloty nie pasują do siebie to musicie wypróbować PA. Dźwięk nie odstaje poziomem – złowrogie, głuche dudnienie pocisków o kadłub naszej maszyny potrafi zmobilizować do wariackich manewrów.

Wahadłowiec? Sterowce? Co jeszcze do rozwałki?


Grafika jest dla mnie zaskakująco dobra. Jako osoba grająca na co dzień na xboxie po prostu spodziewałem się czegoś mocno trącącego myszką. Tymczasem PA jest na tyle ładne, dynamiczne i kolorowe, że w zasadzie przyjąłbym to nawet jako grę na konsolę next-gen. Trzy kamery do wyboru, efektowne eksplozje, strugi powietrza odrywające się od końcówek skrzydeł, pociski przecinające powietrze, płomienie wylotowe silników rakiet, kawałki poszycia sypiące się przy trafieniu, ciągnące się warkocze dymu – wszystko zrobione z dbałością o szczegóły. Zaiste możliwości Dreamcasta potrafią zaskoczyć laika trzy lata po zaprzestaniu jego produkcji.

Old Castle – może slalomik między wieżami?


Po zapoznaniu się z tak udaną pozycją można żałować, że gra nigdy nie trafiła do sklepów i nie można sobie kupić wydania z okładką i instrukcją. Z drugiej jednak strony, powiedzmy sobie szczerze, że jej obecność na rynku trzy lata temu w niczym Dreamcastowi by nie pomogła. Natomiast jej spóźnione narodziny sprawiły olbrzymia frajdę wciąż sporej grupie graczy posiadających ten sprzęt. PROPELLER ARENA to klasyczna gra „dla każdego”, oparta na oryginalnym pomyśle mająca proste reguły zabawy i oferująca gigantyczną dawkę grywalności. Wypróbujcie koniecznie, jeśli tylko będziecie mieli ku temu okazję.



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   40