Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   36
              

Grzegorz "Gregorious" Kozak

PRODUCENT: Titus/Digital Integration    DYSTRYBUTOR: Nieznany   GATUNEK: Strzelanka   WWW:www.topgun-combatzones.com


Słysząc słowa Top Gun, przed naszymi oczyma, staje obraz znanego wszystkim lovestory. Film jaki był każdy wie, więc nie będę się o tym rozpisywał. Odniósł ogromny sukces, a co za tym idzie wytwórnia Fox, postanowiła nie uśmiercać tytułu i na rynku pojawiło się już dość sporo tytułów „na licencji”. Jednym z ostatnich jest gra Top Gun Combat Zones.



Nie jest to jednak przygodówka opowiadająca o losach głównych bohaterów, ale zręcznościowa strzelanka z nieśmiertelnym F14 Tomcat w roli głównej. Jeżeli ktoś liczy na rozbudowany symulator lotu, a przynajmniej taki, który w miarę realistyczny sposób oddaje model lotu, zawiedzie się. Słowo „zręcznościowy” jest tu kluczowe.

(kliknij aby powiększyć)
1,2,3 Próba mikrofonu…


Pomimo, że w opcjach możemy wybierać miedzy sterowaniem „prostym” a „zaawansowanym”, to jednak odradzam ambitne wybieranie tego drugiego. Top Gun Combat Zones, to nie zbyt wymagająca gra, której głównym zadaniem jest szybka zabawa. Nie jest to produkcja, której komputery osobiste są pierwotną platformą. Pojawił się on w pierwszej kolejności na konsolach i ten specyficzny charakter czuć na PC. Wersja na blaszaka nie różni się niczym w stosunku do pierwowzoru, co zbytniej chwały tytułowi nie przynosi.
TGCZ cierpi na typowe dolegliwości gier konsolowych. Najbardziej razi w oczy słaba jakość grafiki. Wiadomo, że monitor, to nie telewizor i niedoskonałości tekstur widać jak na dłoni. Całość oprawy jest bardzo uboga. Modele samolotów nie są zbyt szczegółowe, co razi w oczy. Jeszcze bardziej doskwiera ascetyczny wygląd map, po których latamy. Jeżeli można to wybaczyć w przypadku krajobrazów pustynnych, to jednak brak drzew w terenach „zielonych” i ogólna pustka nie daje się przeoczyć. Plansze pokrywają rozmazane plamy, sporadyczne domki i nic więcej. Oczywiście jeżeli na mapie jest miasto, to pudełeczka, z których jest zbudowane dają poznać gdzie latamy

W czasie 36 misji odwiedzimy Zatokę Perską, Afrykę oraz Arktykę. Przed każdą zmianą kampanii odwiedzimy słynną bazę Miramar. Szkoleni są w niej piloci Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Każda z serii misji treningowych nauczy nas tak podstaw pilotażu jaki i wykorzystywania bardziej skomplikowanych manewrów, w tym combosów. Już podczas pierwszych szkoleń poznamy charakter gry, który nie daje jej wielu plusów. Chodzi tu o dość wysoki poziom trudności, którego nie ma możliwości zmienić. Powoduje to, że osoby mało wytrwałe szybko się zniechęcą. Powtarzanie misji prawdopodobnie będzie tyczyć się każdego zadania.

I odlecielismy w stronę zachodzącego słońca…


Obowiązki jakie zostaną przed nami postawione nie będą zbyt ambitne, ale nie można tego poczytać jako wielki minus, gdyż jest to tylko strzelanka, która ma przynieść maksimum zabawy bez zbytniego główkowania. Kiedy rozpoczynamy każdą z misji możemy być pewni, że początkowe założenia rozrosną się w miarę postępów. Często ten nagły rozrost przeciwników wygląda jakby jakiś zły czarownik machną różdżką i puff, pojawiają się wraże jednostki w miejscu na pozór dla nich niedostępnym. Jednak z odpowiednio zdystansowanym podejściem do tego tytułu, będziemy się dobrze bawić.
Oczywiście autorzy nie skazali nas jedynie na jedną maszynę. Prócz F14, po przejściu odpowiedniej liczby misji dostaniemy do zabawy inne latające zabawki. Polatamy na F22, F18, F4, V22, JSF, YF23 i AV8B. Każdy, kto interesuje się lotnictwem, wie, że poszczególne samoloty bardzo różnią się od strony konstrukcyjnej, a co za tym idzie ich możliwości nie są takie same. Jednakże podczas gry w TGCZ nie doświadczymy tego. Nie ma tu większej różnicy za sterami jakiej maszyny siedzimy. Wszystkie pilotuje się podobnie i wybór zależy tylko od naszego widzimisię. Można narzekać na tak łatwe odpuszczenie przez twórców dość istotnej kwestii, lecz z drugiej strony, tytuł ten nie aspiruje do miana symulatora lotniczego, więc zrozumiałym jest położenie nacisku na dobrą zabawę.
Pomimo wielu niedociągnięć, główny cel został osiągnięty. Wystrzelamy się tu za wszystkie czasy, wrogów na pewno nie zbraknie, a głowa nie uraczy nas bólem z powodu ogromnej komplikacji. Nie będzie nam nawet przeszkadzał fakt, że czasem nasz ogromny F14 zamieni się w helikopter i zacznie w zgrabny sposób kluczyć po kanionowych labiryntach. Jednak dowództwo to sami fachowcy, więc muszą wiedzieć, co robią wysyłając biednych pilotów na takie misje. Momentami uda nam się zawisnąć w powietrzu i zrobić dynamiczny zwrot. Bardzo to realistyczne, ale to tylko strzelanka.
Misje są na ogół rozgrywane na czas i bardzo schematyczne. Niszczymy grupę wrogów, niszczymy budynki i pojawia się nieoczekiwane wsparcie wroga. W kolejnych misjach zmienia się krajobraz i typ przeciwników. Wróg posiada arsenał powietrzny w postaci samolotów i helikopterów, a także naziemny, czyli czołgi i inne jeżdżące żelastwo. Nie zapomniano również o wielbicielach wodnych zabaw i parę stateczków też ustrzelimy. Oczywiście występujemy w roli samotnego łowcy i przeciwnik zawsze posiada niebotyczną przewagę liczebną. Wytrzymałość naszego samolotu przedstawiona jest w postaci procentowej. Jednak jedyną różnicą miedzy w pełni sprawną maszyną a uszkodzoną w 99% jest średniej urody płomień i kłęby dymu jakie za sobą wleczemy. Widok można porównać (będę na czasie) do olimpijskiego znicza. Nie ma dla nas żadnego znaczenia stan samolotu, gdyż różnic w pilotowaniu nie ma.

To gdzie ten brodacz mieszka???


Nie wspomniałem jeszcze o arsenale, jaki jest dostępny w grze. Nie zastaniemy tu parędziesięciu broni i miliona różnych „dopalaczy”. Zbrojownia chce aspirować do miana realistycznej i zamyka się w liczbie 5. Mamy dostępne rakiety powietrze-powietrze, powietrze-ziemia, bomby, rakiety niekierowane i działko (z nieskończoną liczba pocisków). Naszą maszynę obserwujemy z perspektywy trzeciej osoby i tylko w momencie przełączenia na bomby kamera szybuje nad samolot, aby ułatwić celowanie.

Hmm, to chyba nasi?


Nie jest to tytuł wybitny. Plasuje się raczej w gronie średniaków. Posiada wiele niedociągnięć i razi ubogą, jak na obecne czasy grafiką. Jednak posiada wielki plus w postaci braku konkurencji w tego typu grach na blaszaki. Czasem pecetowiec miewa ochotę na niewymagającą konsolową gierkę, a Top Gun Combat Zones idealnie się do tego nadaje. Jeżeli nie zniechęci Was konieczność wielokrotnego powtarzania misji, to na pewno kilka godzin spędzicie z tym tytułem.



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   36