Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   35
                         

Wojciech "Keiran" Skitał

PRODUCENT: Namco    DYSTRYBUTOR: PLAY   GATUNEK: Strzelanina TPP   WWW:www.killswitch.com/


Namco to firma, której nie zdarza się wypuszczać gniotów, a ja bardzo lubię gry akcji dlatego też z dużym zaciekawieniem czekałem na ukazanie się gry kill.switch. W końcu dostałem w swoje łapki świeżutki egzemplarz tej gry i teraz po kilku dniach poświęconych na jej przejście mogę Wam przedstawić pokrótce ile wart jest ten tytuł.



Tym co zainteresowało mnie od razu był tajemniczy tytuł, napisany małymi literami z kropką pośrodku, od razu skojarzyło mi się jakoś komputerowo. Budziło też skojarzenia z Deus Exem (a z nim mam wspaniałe wspomnienia). A za tajemniczym tytułem kryje się dobry produkt.

(kliknij aby powiększyć)
Oooo helikopter


W grze kill.switch animujemy postać Bishopa, jest to żołnierz zabijaka z krwi i kości, twardziel jakich mało, a więc ucieleśnienie marzeń każdego nastolatka. Fabuła w grze jest podawana w sposób dość niejasny i dopiero pod koniec możemy zrozumieć o co tutaj chodziło. Zaczynamy od treningu, a potem od razu rzucają nas na głęboką wodę bez żadnych wyjaśnień, ale w zasadzie od razu możemy zorientować się, że gramy tutaj raczej rolę złego. Wykonujemy różne misje w ciekawych zakątkach typu północna część Afryki, czy Korea Pn. zwalając winę na rząd USA (na co wskazuje wyposażenie i wygląd Bishopa). Później kilka zwrotów akcji i ostro aż do finału. Niestety pozostaje niedosyt, fabuła chociaż ciekawa, to niestety przedstawiona w sposób bardzo niejasny, mianowicie podczas krótkich rozmów przed i po misją, oraz czasami z filmów FMV. Nie ma tam nic powiedzianego wprost i trzeba się trochę wysilić. W zasadzie czasami nie wiemy po co robimy to co robimy, to trochę martwi. Ciekawy jest pomysł tego, że nasz żołnierz jest sterowany przez kontrolera z bazy (my wcielamy się właśnie w tego kontrolera) to swego rodzaju nowinka, która nie wpływa na samą frajdę z gry, ale jest warta odnotowania i ma ogromne znaczenie dla fabuły.

Jeśli chodzi o przebieg rozgrywki, to KS chyba najbliżej do tytułu trochę już zapomnianego, acz znakomitego hitu z PSX, a mianowicie Syphon Filter. Tam wcielaliśmy się w rolę specagenta wykonującego zadania, a po drodze było dużo zabijania. Tutaj będzie podobnie, aczkolwiek dużo większą rolę przyłożono do zabijania i ukrywania się. To trochę jak w amerykańskich filmach akcji, ukrywamy się i co jakiś czas wyskakujemy zza węgła, aby wykończyć kolejnego oponenta, a tych jest wielu. Mile zaskoczył mnie poziom trudności, przeciwnicy naprawdę potrafią zaskoczyć (in plus) a trudność rośnie na tyle powoli, że możemy przejść każdy etap po kilku/nastu próbach, bez zacięcia się z powodu kłopotów z jakimś fragmentem gry. Oczywiście zdarzają się frustracje gdy to dostaniemy umiejętnie rzuconym granatem, albo seryjkę od niezauważonego przeciwnika, ale to raczej norma w grach tego typu. Autorzy najbardziej zachwalali system ukrywania się i co tu dużo mówić – odwalili kawał dobrej roboty, chyba po raz pierwszy mamy tyle ciekawych możliwości, łącznie ze strzelaniem na ślepo (co w przypadku grania na padzie konsolowym zdecydowanie ułatwia życie, z myszką już nie jest tak konieczne). Za grywalność wielki plus, obniża ją jedynie krótki czas gry. Trening plus pięć dużych misji podzielonych na krótsze zadania wystarczy na jakieś 7 godzin gry (nie licząc nieudanych podejść do misji) potem drugie tyle na poziom hard i niestety możemy KS odłożyć na półkę. No ale za jakiś czas pewnie będziemy mieli ochotę powtórzyć, bo zabijanie w KS potrafi być bardzo relaksujące.

I znowu helikopter, one tu są, prześladują mnie, nieoznakowane helikoptery!


Od strony graficznej nie mam grze nic do zarzucenia, ale i trudno ją pochwalić. Jest to konwersja z konsol i niestety to widać. Rozdzielczość to maksymalnie 1024*768, a tekstury się powtarzają i nie są zbyt bogate. Na szczęście gra jest dość dobrze zoptymalizowana i na moim Athlonku 1400 chodziła wyśmienicie. Jako wadę można uznać też to, że wszyscy przeciwnicy są do siebie łudząco podobni, co w dzisiejszych czasach nie byłoby trudno zmienić przecież. Ponadto nasz bohater rusza się trochę sztywno, ale to już kosmetyka (pamięta ktoś jak biegał Logan w Syphonie?). W zasadzie jedyną poważną wadą enginu graficznego jest kamera, czasami ustawia się zbyt blisko Bishopa i nie widzimy nic. Muzyka – wpada w ucho łatwo, ale niestety szybko też wypada. Trudno ją nazwać arcydziełem, raczej porządne rzemiosło. Rytmy są wojskowo-patriotyczno-patetyczne, trochę elektroniki i niewiele poza tym. Dźwięki – to norma, wystrzały (różne dla każdej broni, całkiem realistyczne), okrzyki, wybuchy, wkurzając alarmy. Wszystko poprawne bez fajerwerków. Głosy postaci – dobrane całkiem nieźle, Bishop mówi jak twardziel, głos mówiący ‘Say my name’ całkiem seksowny, nie można tutaj narzekać.

I pierdzielut


Po Namco można było spodziewać się gry sprawnej realizacyjnie i to też otrzymaliśmy, świetnie wyglądają filmy, ale zawsze powtarzałem, że japońskim firmom animacje FMV wychodzą lepiej niż przedstawicielom innych nacji. Na oprawę AV trudno tutaj narzekać.

A czas mija i mija, gdzie mój helikopter?


Moim zdaniem kill.switch to gra bardzo dobra, szczególnie na PC brakuje gier tego typu, może poza MGS i Splinter Cellem, ale obie prezentują raczej inny typ rozgrywki. Pierwszy to filmowo-fabularny, drugi skomplikowane puzzle. Natomiast kill.switch koncentruje się na rozrywce, łudząco przypominając głupawe amerykańskie filmy akcji, takie właśnie było założenie i zostało spełnione. Gdyby gra była dłuższa to nie wahałbym się postawić 9, a tak pozostaję przy ósemce. Dla fanów gier akcji, maniaków Syphon Filtera lub Operation Winback jest to pozycja obowiązkowa, wątpię żeby w najbliższym czasie ukazał się dobry tytuł tego typu. Jeżeli tylko lubisz gry tego typu, to myślę, że warto poświęcić trochę czasu i pograc w kill.switch.

PS. Jest to moja pierwsza recenzja napisana podczas słuchania ciszy, po prostu zapomniałem odpalić playlisty :P



  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   35